Nic się nie dzieje bez przyczyny …

Ten wpis miał być o tym jak spełniło się jedno z naszych marzeń. O pobycie dziewczynek na Mazurach. Pobycie krótkim, ale jakże emocjonującym i bogatym w doświadczenia.

Chcielibyśmy jednak  go poświęcić pewnemu spotkaniu. Spotkaniu przypadkowemu, spotkaniu, które wywołało w nas dużo emocji i dało nam wiele do myślenia. Spotkaniu wyjątkowemu.

Spotkanie, o którym nie możemy zapomnieć, bo o takich wydarzeniach nie sposób zapomnieć i jak tu nie wierzyć, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Ale od początku.

Jesteśmy cała czwórką na obiedzie. Ja karmię Zosie, Marcin trzyma Tolę. Zajadamy się mazurska rybką. Nagle podchodzi miły Pan i pyta, czy chłopcy są chorzy. Tłumaczymy, że to dziewczynki. Pan podchodzi bliżej i mówi, że też miał chorą córkę ale jest już w niebie. Gładzi Zosie po główce i nagle chwyta ja za rękę. Ze łzami w oczach mówi: to rączka mojej Ani. Tak wyglądała rączka mojej Ani. Pozwalamy mu aby głaskał rączkę Zosi bo widzimy, że wywołało to w nim wspomnienia. Ja mimo, że trzymam Zosie na rękach czuje dreszcz, którzy mnie przechodzi. Czuje emocje tego Pana. Po chwili Pan podchodzi do Antosi głaszczę ją po główce i życząc nam powodzenia odchodzi.

Emocje, które wtedy nam towarzyszyły są trudne do opisania.

Mijają  dni od tego wydarzenia, a my ciągle o nim myślimy. Być może to był jakiś znak i w tej chwili nie potrafimy go odczytać. Może to całkowity przypadek. Jakby nie było dziękujemy za to spotkanie. Krótkie ale jakże wymowne. Wyjątkowe spotkanie. Dziękujemy, że mogliśmy doświadczyć czegoś tak wyjątkowego …

Nic się nie dzieje bez przyczyny …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry